Zacznijmy myśleć o miejskiej zieleni

Tereny zielone są ważnym elementem architektury każdego miasta, zaznaczone są w planach zagospodarowania przestrzennego i podlegają szczególnej ochronie. Wpływają na estetykę ulic, parków, placów i osiedli mieszkaniowych. Zieleń poprawia wygląd wizualny miasta, zasłania brzydkie lub stare i zniszczone ściany. Daje wrażenie ładu i czyni życie w mieście przyjemniejszym. Aby zieleń miejska mogła spełniać swoją funkcję potrzebne jest stworzenie lokalnej polityki ochrony przyrody. W Chełmie takiej polityki nie ma. „Nasz Chełm” proponuje korektę tego stanu.

Elżbieta Pendrak

Dobrze zaprojektowana zieleń nadaje miastom specyficzny, indywidualny charakter. Tereny zielone mają również ogromne znaczenie ekologiczne – zapobiegają erozji gleb, usuwają z powietrza dwutlenek węgla i produkują tlen. Każda przestrzeń miejska ma inne potrzeby, dlatego tak ważne jest odpowiednie projektowanie i pielęgnowanie zieleni. Tymczasem władze miasta oddały tereny zielone pod opiekę:

  • Miejskiemu Zarządowi Dróg Miejskich w Chełmie, który to Zarząd od 1 lipca 2019 r. został zlikwidowany. W praktyce więc zieleń w pasach drogowych nie ma gospodarza.
  • Miejskiemu Przedsiębiorstwu Gospodarki Komunalnej, a dokładniej – działającemu w strukturze MPGK – Zakładowi Oczyszczania Miasta (prawda, że to brzmi?).

A przecież w Chełmie istniał kiedyś Zakład Zieleni Miejskiej który zarządzał terenami zielonymi miejskiej bez podziału na parki, skwery czy pasy drogowe. Warto pochylić się nad powrotem do tego rozwiązania. Państwo Radni zastanówcie się czy nie jest zasadne, aby nad miejską zielenią czuwał ustanowiony przez Zarząd Miasta miejski ogrodnik czy kurator zieleni? Jeśli tak, to jedyne o co proszę, to zadbajcie by był to Fachowiec.

 Zieleń to nie jest dodatek do asfaltu

Traktowanie zieleni jako dodatku do pasa drogowego, a nie jako jego integralnej, sprawnie funkcjonującej biologicznej części skutkowało i nadal skutkuje marginalizacją starań o stworzenie właściwych warunków egzystencji zieleni w ulicach. To przecież naturalna przestrzeń naszego życia. Zieleń tam zlokalizowana ma na nas największy wpływ. Ulice nie powinny więc być przeznaczone tylko do jazdy samochodem. Oprócz drzew powinny znaleźć się przy nich miejsca sprzyjające odpoczynkowi, takie jak ławki czy przystanki autobusowe otoczone zielenią.
Ulice to miejsca najbardziej uczęszczane i równocześnie najmocniej zanieczyszczone. Dlatego obecność roślinności, zwłaszcza drzew, jest tam szczególnie ważna. Zaś stan i estetyka przyulicznych drzew są wizytówką kultury i gospodarności zarządców i mieszkańców miasta.

Trawniki miejskie to zieleń, która zajmuje stosunkowo duży obszar i położona jest na urozmaiconej powierzchni, pod którą przebiega niewidoczny, lecz mający wpływ na roślinność labirynt urządzeń przesyłowych i odwadniających. Najbardziej dokuczliwy dla roślinności jest brak wody. Pokrycie znacznej powierzchni miast asfaltem powoduje, że większość wody spływa do kanalizacji deszczowej i staje się niedostępna dla roślin.
W praktyce trawniki miejskie kosi się często i nieprawidłowo, w sposób niszczący zieleń i szkodzący mieszkańcom. Obowiązek koszenia trawy wynika m.in. z ustawy o utrzymaniu porządku i czystości w gminach. Ale trawnik to: maksymalnie jednorodne skupisko traw, stanowiące wielkopowierzchniową formę ozdobną ogrodów i parków, wymagającą szczególnej pielęgnacji. Trawnik nie jest miejską form zieleni i jest bardzo kosztowny w utrzymaniu. Zwolennicy niekoszenia traw podkreślają, że trawa jest siedliskiem wielu gatunków, a jej bogata bioróżnorodność stanowi walor bardzo cenny w kontekście terenów zurbanizowanych. Z kolei zwolennicy koszenia zwracają uwagę na to, że trawa jest siedliskiem pasożytów, a zwłaszcza kleszczy. Zaś niekoszona trawa pyli, co jest wielce uciążliwe dla alergików. Obie strony mają swoje racje, samorząd powinien odpowiedzieć sobie na pytanie: czemu służy trawnik w mieście, jakie spełnia funkcje? Odpowiedź na to pytanie pozwoli na podjęcie racjonalnych działań.

Nasze miasto goli do gołej ziemi

Trzy podstawowe typy miejskiej zieleni, to: zieleń reprezentacyjna, użytkowa i gospodarcza. Znając ten trójpodział łatwo określić obszary, które powinny mieć charakter:

  • reprezentacyjny (wykoszony trawnik w formie typowego angielskiego trawnika),
  • użytkowy (parki, skwery, tereny osiedli mieszkaniowych, tereny niezagospodarowane i wzdłuż ścieżki rowerowej nad rzeką Uherką), – „łąki kwietne”. Stworzenie łąk kwietnych to najprostszy sposobów na wprowadzenie natury na trawniki w mieście. Łąki nie tylko poprawiają estetykę miasta, ale także wzbogacają miejski ekosystem, oczyszczają powietrze i glebę z zanieczyszczeń, kumulują wilgoć, dają schronienie pszczołom i innym zapylaczom. Istotnym walorem łąk w mieście jest też brak potrzeby nawadniania i regularnego koszenia, co przekłada się na oszczędności finansowe i korzyści ekologiczne. Łąki mogą stać się m.in. elementem adaptacji miast do zmian klimatu. (Zapraszamy do lektury tekstów na temat łąk kwietnych i miast, które to rozwiązanie już stosują.)
  • gospodarczy (w pasach drogowych, pasach rozgraniczający jezdnię). Powinien służyć fitoremediacji, pełniąc rol pochłaniacza pyłów i innych zanieczyszczeń emitowanych przez samochody. Wysoka na pół metra bujna, gęsta trawa wychwyci więcej zanieczyszczeń niż kępki i kłosy zżółkniętej trawy. Powinna być koszona 2-3 razy do roku i na pewno nie do zera.

Nasze miasto niestety „goli wszystko”, bo nie ma żadnego innego pomysłu na prowadzenie gospodarki zasobami przyrodniczymi. Wygolona do zera darń odsłania powierzchnię gleby. To przekłada się bezpośrednio na kiepską retencję wody deszczowej, na wysokie stężenie kurzu, wreszcie szkodzi to samej trawie, która naturalnie rośnie w skupiskach, a nie w pojedynczych źdźbłach. Efekt jest wic opłakany, ale kogo to obchodzi, skoro można wykazać „w tabelce”, że pieniądze zostały wydane, a więc zadanie zrealizowano. Apeluję do miejskich decydentów: zastanówcie się, czy warto kosić co 2 – 3 tygodnie i tak już zdewastowane trawniki. Może warto pozwolić im odrodzić się w ich naturalnej formie.

 „Ziemi nie dziedziczymy po naszych rodzicach, pożyczamy ją od naszych dzieci.”

Jeżeli nie chcemy, by nasze miasto stało się betonową pustynią, sami także musimy zacząć dbać o zieleń. Nie liczmy tylko na działanie samorządu. Sadźmy drzewa w swoim otoczeniu.  To jednak nie wystarczy. Jako Mieszkańcy Chełma, którym sprawy szeroko pojętej ekologii są bliskie, proponujemy akcję pod roboczą nazwą: „Jawność dla planów pielęgnacji zieleni i wycinki drzew na terenie miasta Chełma”. Chcemy w jej ramach stworzyć mapę drzew, którym grozi wycinka. Będzie to również forma obywatelskiej kontroli nad poczynaniami władz miasta. Nasze cele to ujawnienie rozmiarów tego zjawiska, ułatwienie mieszkankom i mieszkańcom ochrony zieleni w swojej okolicy oraz nakłonienie władz miasta do skuteczniejszego dbania o stan miejskiej zieleni.
Proponujemy uruchomienie na facebook.com strony ZielonyChełm. Będziemy tam zgłaszać nie tylko planowane wycinki, ale także miejsca, w których brakuje zieleni lub wymaga ona pielęgnacji. Wszystkie zbierane tam dane będziemy przekazywać do Departamentu Ochrony Środowiska Urzędu Miasta Chełm. Wierzymy, że w ten sposób wspomożemy samorząd w racjonalnym zarządzaniu zielenią.

***

Za tydzień kolejny materiał poświęcony ekologii. Nasza autorka podejmie temat realizowanych w Chełmie nasadzeń drzew. Opisze dokładnie, dlaczego tak niewiele nowo posadzonych drzewek jest w stanie przetrwać.

Zacznijmy myśleć o miejskiej zieleni
Tagged on: